DWA POMNIKI
Kiedy obadwa pomniki, jeden księcia Józefa Poniatowskiego, drugi Mikołaja Kopernika, postawione zostaną na publicznych placach tutejszej stolicy, naówczas będzie się tak zdawało, jakoby mówiły do otaczających je widzów:
Jednego ojca dzieci, jedne miejcie prawa:
Cnota waszym żywiołem, a rzemiosłem sława.
Te dwa wiersze wzięte są z pieśni Assarmota, syna Jektana, praprawnuka Sema, praszczura Noego, patriarchy narodów sło-wiańskich1. O tymże Assarmocie głosi rzeczona pieśń jednego z największych poetów polskich, że przyszłym pokoleniom w wieszczym duchu błogosławił. Dwa takie pomniki w stolicy naszej będą dowodem chwalebnej troskliwości ojcowskiego rządu o sławę znakomitych ludzi w Polsce i zarazem szlachetnego sposobu myślenia mieszkańców tego kraju. Najpiękniejsze pałace, najświetniejsze gmachy nie ozdobiłyby tak Warszawy, jak owe dwa pomniki.
W tym dopiero uważajmy, jak wielkie jest przeznaczenie i jak wzniosłe są zamiary sztuki, a osobliwie sztuki postaciowej, czyli rzeźby. Sztuka ta służy chwale narodu, utrwala chwałę bohaterów i geniuszów, dawne czasy łączy z teraźniejszymi. Twory tej sztuki wszystkich myśli i chęci w jedno spajają. Sława i cześć wielkim ludziom! Sława i cześć wielkim artystom, którzy przeobrażają ich postacie i ich pamięci zaginąć nie dają!
Podjąć chlubną śmierć w potrzebie kraju, odkryć wielką prawdę w naukach, jednaki to zaszczyt, jednaka zasługa, jednakie prawo do nieśmiertelności. Kto temu zaprzeczy, zaprowadzimy go najpierwej do statuy Poniatowskiego, a następnie do statuy Kopernika. Wówczas będzie musiał przyznać, że to wszystko jedno. Jeden z tych pomników postawiony będzie na cześć męstwa i wzorowego poświęcenia się, drugi na cześć rozumu. Spaniałe czyny, wyniosłe myśli, otoż nasza bogata spuścizna.
Przeminie lat sto, dwieście, trzysta, wiek za wiekiem upływać będzie w niezmierzone lata, z jakimiż wówczas zaszczytami staniemy przed sądem dalekiej potomności? Dwa rzeczone pomniki najpierwej zwrócą na siebie uwagę tych przyszłych pokoleń. Historia nasza jest bogata, obfita w ważne zdarzenia; jaśnieją w niej wielcy mężowie. Gdybyśmy byli zamożniejsi w dostatki, gdybyśmy mieli teraz krajowych rzeźbiarzy, na każdej z ulic tego miasta mogłaby stanąć postać z kamienia lub kruszcu; postać wyniosła, samotna, która by przypominała przeszłe wieki. Ileż mamy figur historycznych, godnych nieśmiertelnego dłuta artysty? To miasto nad brzegami Wisły mogłoby mieć niepoliczone mnóstwo kamiennych mieszkańców. Figury kamienne są dla żywych przykładem, wzorem, zachęceniem.
Na każdej z nich mogłyby być wielkimi literami wyryte u spodu te dwa wiersze z pieśni Assarmota.
To ode mnie w dziedzictwie miejcie wieczne prawa:
Cnota waszym żywiołem, a rzemiosłem sława!
Po tych ogólnych uwagach o znaczeniu moralnym pomników historycznych kilka jeszcze słów powiemy o wartości dwóch pomników, Poniatowskiego i Kopernika, we względzie kunsz-townym.
Trudno naprzód zgadnąć, jakie wrażenie uczynią, gdy na widok publiczny wystawione zostaną; większe zapewnie, aniżeli w ciasnym zamknięciu, gdzie obecnie się znajdują. Statua potrzebuje obszernego placu, dopiero pod gołym niebem ukaże się taka, jaką jest w rzeczy samej. Szczególniej tyczy się to kolosalnych pomników. Statua księcia Józefa pokazuje szczęśliwą myśl artysty. Koń, godło ruchu, wystawiony jest w chyżym biegu; bohatyr siedzi na nim trzymając oręż w ręku. Sam jest zamyślony. To poważne jego wejrzenie, to zadumanie w porównaniu z ruchem konia, który zdaje się prędko postępować, sprawują zamierzony i bardzo piękny skutek. Zarzucano u nas artyście, że nie dał księciu Józefowi polskiego stroju. Zarzut ten pokazuje małą znajomość sztuki. Rzeźba nagie postacie wystawiać powinna. Gdzie od nagości odstąpić musi, obiera najstosowniejsze, najnaturalniejsze szaty, a takimi są greckie lub rzymskie, które najmniej osłaniają kształtną udat- ność postawy ciała. Strój ułański, kurtka ułańska, jakożkolwiek zdobią żywych, źle by się przecież wydały, a nawet dosyć śmiesznie na posągu. Sprawiedliwszy można by uczynić zarzut Thorvaldsenowi, że się starał wydać podobieństwo na twarzy bohatyra. Zaleta wiernego podobieństwa jest małą rzeczą w sny-cerstwie. Posąg nie jest portretem; snycerz pracuje dla wieków, nie dla spółczesnych, którzy pamiętać mogą rysy twarzy. Z tej zasady wynika dla rzeźby potrzeba idealizowania fizjonomii. Wreszcie cóż znaczą wąsy na twarzy osoby przyodzianej w strój rzymski? Thorvaldsen niczym nie usprawiedliwi tych wąsów. Tunika i wąsy ułańskie są to rzeczy niezgodne i bardzo dalekie. Sarmackie rysy twarzy polskiego astronoma, spaniałe wejrzenie, genialność całej fizjonomii, kształt, ułożenie, wszystko to zdaje się wyobrażać na pomniku Kopernika głęboką myśl, bystry rozum, wysoką naukę. Myśl, rozum, naukę Polaka, Sławianina. Zdaje się, jakoby to był reprezentant dzielności umysłowej całego rodu naszego i wszystkich bratnich plemion.
Czekajmy atoli wystawy obudwu pomników na widok publiczny! 
